Podsumowanie pracy

Podsumowanie pracy o bezrobociu

Rozdział pierwszy traktuje jak swoje dziecko, jest to proste posumowanie setek lat Polskości, i jej skutki. Z własnej perspektywy wiem, że o pracę jest łatwo pod warunkiem, że się jej naprawdę szuka znam przypadki w których moi znajomi wyprowadzając się na wieś by np. założyć własną stadninę koni, wracali nie mile zaskoczeni, z pełna urazy miną, najczęściej okradzieni, i ze zmarnowanymi funduszami. Czy tak musi być?  Receptą może okazać, się sposób w jaki działa Powiatowy urząd Pracy w Suwałkach. Bo jeśli daje się coś za darmo np. sadzonki truskawek, komuś kto nie wie co z nimi zrobić- to jest to prosty sposób na marnotrawstwo funduszy państwowych. Może, zgłoszenia samych zainteresowanych okazały by się skuteczniejsze.

Rozdział drugi to nic innego jak, polska młodzież. Współczesny ustrój uczy nas jak sobie radzić, jak korzystać z dobrodziejstw kapitalizmu, niestety w każdym kraju tylko nie w ojczyźnie. Zapewne podjęłabym taką samą decyzję jak tych dwustu lekarzy ze Szwecji, i zapewne tak to się skończy jak tylko zakończę studia. Dlaczego? I proszę Mi wierzyć nie jest to prosta decyzja. Ponieważ nie widzę perspektyw. Chciałabym być samowystarczalna, tak by było mnie stać na własny domek, na rodzinę bez pracy po 14 godzin dziennie jak robią to Ci którzy omijają, przepisy i śmieją im się w twarz- notabene sama pracuje w ten sposób, i nie widzę już innych możliwości.

Okazało się, ze wbrew naszym przekonaniom Polscy więźniowie chcą i mogą pracować, i robią to całkiem nieźle. Polskie prawo stara się im to umożliwić, ale chyba nie do końca zdają sobie sprawę z problematyki szkoleń, więźniów i następujące po nich zwolnienia. Jak wszystko u nas. Gdyby szkoleni byli więźniowie z wyrokami długoterminowymi, i Ci sami zatrudniani do różnych prac, to zarobiliby na utrzymanie celi i siebie.

Okazało się, że jednak Polak umie wszystko. A traci na tym rząd i starsze pokolenie obecnie przebywające na rencie, i znów brak perspektywicznego myślenia posłów i Ministrów- ponieważ na umowach o dzieło, i na zlecenie najwięcej nie traci zwykły Kowalski, tylko Polski  budżet w którym dziury już od kilku lat nie ma czym załatać, więc znów podnosi się podatki, a w ten sposób ani naród, ani rząd nie zyskuje nic, oprócz ciężkiej mozolnej pracy tych pierwszych i straty poparcia tych drugich- a poparcie to gwarancja urzędów.

Rozdział piąty rzeczywiście pokazał nam smutna prawdę, że nikt nie pójdzie pracować za 600 złotych, jeśli tyle otrzyma z zasiłku i wsparcia Ośrodka Pomocy Społecznej- więc po co pracować? Liczby pokazały, że sytuacja wynika z naszego lenistwa. Dowodem na to także może być, procent pracujących z wyższym wykształceniem, i tychże samych zadowolonych z warunków umowy o dzieło.

Odpowiedź Polskich ekonomistów i polityków na sytuację wzrastającego procentu bezrobocia. Teoretycznie, mogłaby się sprawdzić, teoretycznie bo oznaczałoby to ściśnięcia pasa, a od tego jest naród, a naród przynajmniej ten najmłodszy, emigruje więc kółko się zamyka.

Reklamy

Oceny Sytuacji Na Krajowych i Lokalnych Rynkach Pracy

W listopadzie, podobnie jak przed miesiącem, niemal wszyscy Polacy (91%) są przekonani, że sytuacja na krajowym rynku pracy jest zła, w tym niemal co drugi (48%) ocenia ją skrajnie negatywnie. Zaledwie 6% badanych uznaje tę sytuację za przeciętną, a 2% -ocenia pozytywnie. (Tabela nr 3)

Z perspektywy ostatnich trzech lat można jednak zauważyć pewne złagodzenie ocen negatywnych (stopniowy spadek odsetka twierdzących, że sytuacja jest „bardzo zła” na rzecz oceniających, że jest „zła”).

Negatywne opinie o krajowym rynku pracy zdecydowanie dominują we wszystkich środowiskach społecznych Niezmiennie krytyczny jest także obraz lokalnych rynków pracy. Prawie jedna trzecia badanych (30%) sądzi, że w ich miejscowości lub okolicy nie ma żadnej pracy, a ponad dwie piąte (44%) uważa, iż niełatwo tam znaleźć jakiekolwiek zatrudnienie. Niemal co czwarty respondent (24%) jest jednak zdania, że na lokalnym rynku pracy można się gdzieś zatrudnić, choć nie zawsze jest to praca odpowiednia. Tylko co setny ankietowany (1%) twierdzi, że odpowiednia praca jest dostępna bez większych problemów. Z perspektywy ostatnich trzech lat widać jednak niewielką poprawę opinii o lokalnych rynkach pracy (powoli maleje odsetek twierdzących, że nie ma żadnej pracy, na rzecz przekonanych, że pracę można znaleźć, lecz nie zawsze odpowiednią). ( Tabela nr 4)

(Tabela nr 3)

( Tabela nr 4)

Należy zwrócić uwagę, na to że opinie o sytuacji na lokalnych rynkach pracy są wyraźnie zróżnicowane społecznie. Na brak jakiejkolwiek pracy w miejscu zamieszkania lub okolicy szczególnie często wskazują rolnicy, badani o najniższych dochodach na osobę w rodzinie, żyjący w złych warunkach materialnych, z podstawowym wykształceniem, w wieku powyżej 54 lat, emeryci, renciści, bezrobotni. Natomiast im respondenci są młodsi, lepiej wykształceni i sytuowani oraz im lepiej oceniają warunki materialne swoich gospodarstw domowych, tym rzadziej na ogół wystawiają tak skrajnie negatywne oceny, tym częściej zaś uważają, że w ich miejscowości lub okolicy można znaleźć jakąś pracę, choć nie zawsze odpowiednią.

Tego typu pozytywne opinie najczęściej wyrażają ludzie najlepiej sytuowani, z wyższym wykształceniem, przedstawiciele kadry kierowniczej i inteligencji. Należy przy tym podkreślić, że niezmiennie zdecydowanie najlepiej oceniany jest wielkomiejski rynek pracy -większość mieszkańców największych miast (61%) twierdzi, że można tam znaleźć jakieś zatrudnienie, choć nie zawsze odpowiednie. Natomiast im mniejsze miasto, tym bardziej krytyczne opinie mieszkańców o sytuacji na lokalnym rynku pracy. Najgorzej oceniają ją mieszkańcy wsi: ponad dwie piąte z nich (44%) uważa, że trudno tam o jakiekolwiek zatrudnienie, i niemal tyle samo (42%) twierdzi, że w ich okolicy nie ma żadnej pracy.[1]

[1] Bogna Wciórka dla CBOS – listopad 2004 r.

Wstęp do pracy

wstęp do pracy o bezrobociu

Problem bezrobocia jest chyba najczęściej omawiany, w kręgach politycznych i ekonomicznych. Dotyczy naszych przyjaciół, rodziny, znajomych, wreszcie nas samych. Pojawiły się nowe aspekty, aspekt historyczny, czy psychologiczny. Bezrobocie nareszcie przestaje być mitem, usprawiedliwieniem. Ale czy na pewno?

W swojej pracy starałam się spojrzeć na ten problem z różnych perspektyw, na różne sposoby.

6 rozdziałów, 6 spojrzeń.

Rozdział pierwszy dotyczy aspektu społecznego: spojrzenia na świat z perspektywy terenów po pegeerowskich, z perspektywy bloków. Pisałam o problemach małych i dużych miejscowości, i ludzi w nim mieszkających. Może razić, ich bezpośredniość, brak zapału do pracy, czy jednak nie czujemy do nich pełnej dozy sympatii? Współczucia? Czy nie utożsamiamy się z nimi?

W rozdziale drugim- perspektywę określa okno na świat. Co nas ciągnie do Unii? Czy nie mamy możliwości kariery w Polsce? Czy, aż tak kusi możliwość czterokrotnie większych zarobków? Co takiego ma w sobie ta Unia?

Polskę z okienek więziennych ujrzymy w rozdziale trzecim. Czy kupiłbym buty zrobione przez więźnia? Czy mają szansę na normalne życie? Czy może wyrok oznacza koniec wszelkich możliwości? Jak z więźniami radzą sobie Niemcy? A jak Rzeczpospolita Polska? W rozdziale tym także, (trochę przewrotnie) umieściłam, Powiatowy Urząd Pracy w Suwałkach . Dlaczego? Czy, jest aż tak źle? A może jest  to przykład?

Polak potrafi! A no potrafi… Kombinować, knuć, oszukiwać i omijać narodowe prawo. Czwarty rozdział to poradnik jak radzić sobie z podatkami, z przepisami z urzędami. Co nam się opłaca? A co nie? I dlaczego?

Rozdział piąty to wyrażenie własnego narodowego zdania, w postaci omówienia raportu Centrum  Badania Opinii Społecznej. Tym razem liczby mogą nas zaskoczyć. Może się okazać, że sytuacja na polskim rynku pracy nie jest taka zła jakby się mogło wydawać. Ale może się też okazać, że autorka niniejszej pracy nie wie o czym pisze? Jak wyglądały liczby  w naszym przekonaniu u schyłku 2004 roku? Kto i jaką mam opinię, na temat bezrobocia?

I ostatni już rozdział szósty a więc odpowiedź Polskich ekonomistów i polityków na sytuację wzrastającego procentu bezrobocia. Teoretycznie, a więc zapowiada się ciekawie. A co jeśli się okaże, że  teoria przerasta praktykę? A jeśli praktyka czyni mistrza to kto nim jest? Polscy bezrobotni? Czy politycy którzy nie do końca widzą (lub nie chcą widzieć) przez uchylone okna na Wiejskiej, problemów naprawdę istotnych?

Czy można coś jeszcze napisać, by wreszcie pismo przeszło w czyny.

Miłej lektury.

Politycy i ekonomiści w sprawie bezrobocia…

Nieprawdziwe jest twierdzenie, że wzrost bezrobocia w ostatnich latach to prosty rezultat polityki rządu. Ten czynnik miał ograniczone znaczenie. Obecne bezrobocie jest przede wszystkim następstwem redukcji nadmiernego i marnotrawnego zatrudnienia, które kumulowało się przez dziesiątki lat funkcjonowania gospodarki komunistycznej. Sytuację zaostrza gwałtowny przyrost zasobów pracy w następstwie procesów demograficznych, a ostatnio także spadek tempa wzrostu (co jest w znacznym stopniu rezultatem ślepego dogmatyzmu RPP). Dopiero na końcu można wymienić przyczyny, które absolutyzują liberałowie – sztywność rynku pracy i „nadmierne” koszty pracy. Faktyczne bezrobocie jest większe od rejestrowanego przynajmniej o milion osób, ponieważ wielu rolników nie posiadających faktycznie pracy i dochodów nie może się zarejestrować, a z braku motywacji nie robią tego bezrobotne kobiety mające ubezpieczenie z tytułu zatrudnienia mężów. A największą cenę za polskie przemiany płacą pracownicy. Ich płace są 3–4 razy niższe od płac w krajach UE, natomiast płace kadr kierowniczych już w zasadzie odpowiadają europejskim standardom. Także dochody prywatnego biznesu (choć tu wielkie jest rozwarstwienie) są bliskie ich zachodnim odpowiednikom. Tymczasem wszystkie pomysły zmierzają do obniżki kosztów pracy i ograniczenia praw „zwykłych” pracowników. A One mogą one dać symboliczny tylko przyrost zatrudnienia.

Niektóre postulaty, takie jak uelastycznienie czasu pracy czy prawo do zatrudnienia na czas ograniczony (ale z pełnym ubezpieczeniem), w obecnej sytuacji powinny być przyjęte. W zmodyfikowanej postaci można też akceptować zmniejszenie odpowiedzialności małych zakładów (np. do 20 zatrudnionych) za wypłatę wynagrodzenia w okresie choroby. Pracodawca mógłby np. być zobowiązany tylko do wypłaty połowy uposażenia za okres do 2 tygodni choroby, a pozostałą część (i w pełni za dłuższy okres) wypłacałby ZUS z dodatkowych składek wnoszonych przez pracodawcę. Stanowczo natomiast odrzucić należy postulaty likwidacji lub względnego zmniejszenia wysokości płacy minimalnej.

W bardzo długim okresie ograniczenie bezrobocia zależy oczywiście od tempa rozwoju gospodarki .Nawet zwiększenie tempa o 1 proc. średniorocznie w okresie dziesięciu lat daje bardzo znaczącą poprawę.

Więcej nadziei można i należy wiązać ze stopniową, ale szybką likwidacją deficytu w handlu zagranicznym.

Ale nie stanie się to w następstwie autonomicznego funkcjonowania rynku. Prywatyzacja i wysokie stopy procentowe napędzają do Polski masę walut obcych. W rezultacie złotówka drożeje i podcina opłacalność eksportu. Oczywiście w krótkim okresie, gdy zdusi się popyt krajowy, producenci są zmuszeni eksportować – dla uniknięcia większych strat – na każdych warunkach. Ale nie mają żadnych szans, by w dłuższym okresie nadążyć z redukcją kosztów za silną aprecjacją złotówki. W dobrze pojętym interesie kraju trzeba im pomóc.

Służyć temu może ponowne ustanowienie podatku importowego i zatrzymanie dalszego redukowania ceł

(także konsekwentne egzekwowanie opłat celnych) oraz działanie na rzecz przesunięcia popytu w kierunku wyrobów krajowych. Np. przez pewne przesunięcie ciężarów podatkowych – zmniejszenie obciążeń ludzi o niskich dochodach (nabywających relatywnie więcej produktów krajowych) i niewielkie powiększenie (przez konsekwentne pobieranie podatków) obciążeń wysokich dochodów. Powinno to dodatkowo przynieść efekt zmniejszenia kosztów pracy ludzi o niskich kwalifikacjach – najczęściej narażonych na bezrobocie.

Wielkie znaczenie miałoby też podjęcie dużego programu standardowego budownictwa mieszkaniowego.

Trzeba też wdrożyć system subwencji sponsorujących zatrudnienie w niektórych usługach publicznych (np. w transporcie miejskim). Bardzo ważne jest ustanowienie ulg podatkowych za wzrost zatrudnienia (nie za inwestycje, bo to może zgoła stymulować ograniczenie zatrudnienia).

Oczywiście potrzebne są przeszkolenia i finansowanie tanich kredytów dla osób rozpoczynających działalność gospodarczą. Ale trzeba pamiętać, że jednak przez kilka jeszcze lat bezrobocie będzie w Polsce wysokie, a to oznacza, że musi zostać wzmocnione zabezpieczenie socjalne ludzi bez pracy. Z drugiej strony zaś, obecna wysokość zasiłków, a tym bardziej zasady ich otrzymywania (zasiłek otrzymuje co piąty bezrobotny) muszą ulec zmianie.

Program zwalczania bezrobocia jest kosztowny i zawsze wymaga solidarności całego społeczeństwa. Tak musi być także teraz w Polsce. Wydatki państwa na zwalczanie bezrobocia i zabezpieczenie elementarnego bytu bezrobotnych muszą bardzo poważnie wzrosnąć. Propozycje liberalnych ugrupowań i niektórych środowisk biznesu, by obecnie zmniejszyć opodatkowanie wysokich dochodów, to nic innego jak pazerność i odmowa solidarności. To także w dłuższej perspektywie dramatyczne konflikty i podważenie naszych rozwojowych możliwości[1].

[1] Autorzy- A.K Wróblewski- R. Bugaj

Samozatrudnienie w Polsce

Już ponad dwa miliony Polaków pracuje i zarabia, nie mając etatu – wynika z raportu Europejskiej Fundacji na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy (EFILWC)[1]. Tzw. Samo-zatrudnieni, czyli osoby działające na własny rachunek, lecz świadczące pracę na podstawie umów z firmami lub klientami, stanowią u nas 26 proc. wszystkich pracujących. To ponad dwukrotnie więcej niż w Czechach, trzykrotnie więcej niż na Węgrzech, czterokrotnie więcej niż na Słowacji (przeciętna w „starej” unii wynosi 11 proc.)!

Zmianę formy zatrudnienia najczęściej wymuszają pracodawcy, którzy chcą zmniejszać koszty działania firm   (z własnych kieszeni muszą płacić m.in. 23 proc. składki ZUS za pracowników na etatach). Gdy bezrobocie wynosi 19 proc., mało kto odrzuca propozycję przejścia na samo-zatrudnienie. Jest to jednak korzystny proces, społeczeństwo uczy się brać większą odpowiedzialność za swoją karierę zawodową i życie[2]. Coraz częściej na umowy-zlecenia, umowy o dzieło czy dość swobodnie konstruowane umowy cywilne chcą jednak przechodzić sami pracownicy. Najważniejsze, w takiej pracy jest brak ograniczeń. Ktoś ma wykonać usługę i sam decyduję, w jaki sposób. Samo-zatrudnienie najszybciej zdobywa popularność w branży komputerowej, usługach bankowych, księgowości, konsultingu, mediach, zarządzaniu, ale także w drobnych usługach (kosmetycznych, fryzjerstwie itp.). Łatwiej do nowej sytuacji przystosowują się mężczyźni, gdyż dla wielu kobiet – ze względu na ochronę pracy w okresie ciąży i macierzyństwa – etat ma nadal duże znaczenie- jednak jest to tylko mit..

W praktyce praca na własny rachunek oznacza większe bezpieczeństwo zatrudnienia. Etat można stracić dość łatwo, ale raczej nie zdarzy się, by kilku zleceniodawców naraz zrezygnowało z usług. Na przykład, by pracownik na etacie mógł zarabiać około 4000 zł netto miesięcznie, właściciel firmy co miesiąc musi wydawać na niego około 6500 zł (składki na ZUS, ubezpieczenie zdrowotne itp.). Osobie działającej na własny rachunek i świadczącej pracę na rzecz firmy można zaś płacić około 5500 zł (plus VAT), by „na rękę” dostawał tyle co poprzednio (często pracodawcy „dzielą się” zaoszczędzoną kwotą z pracownikiem przechodzącym na samo-zatrudnienie). Dodatkowo pracodawca nie ponosi kosztów urlopu i zwolnień lekarskich pracownika. Ten zaś może wliczać w swoje koszty zakup paliwa, rozmowy telefoniczne itp., płacąc przy tym 19-procentowy podatek (jeśli jednak wystawiamy faktury swojemu byłemu pracodawcy, podatek liniowy możemy płacić dopiero po dwóch latach od rezygnacji z etatu u niego).

Z mitem etatu Polacy wiążą często mit emerytury, lecz dziś wolnemu strzelcowi rynek oferuje wiele możliwości zapewnienia sobie pieniędzy na starość (III filar, fundusze inwestycyjne). Podobnie jest z ubezpieczeniem zdrowotnym. Na przykład pracujący na umowę o dzieło mogą się sami ubezpieczyć w NFZ za 198 zł miesięcznie, a w prywatnych klinikach cena miesięcznego podstawowego abonamentu często nie przekracza 100 zł.

Jak zauważył niedawno Lester C. Thurow, słynny amerykański profesor z Massachusetts Institute of Technology, jeszcze do lat 80. symbolem gospodarki USA był koncern General Motors, prężna firma, ale słynąca wtedy także z hojnych programów emerytalnych dla pracowników, podwyżek, znikomych zmian kadrowych. Dziś takim symbolem jest sieć handlowa Wal-Mart, stosująca całkowicie inny model: niskie pensje, wynajem pracowników, żadnych programów emerytalnych. Cięcie kosztów nie doprowadziło jednak w USA do patologicznego bezrobocia, bo Amerykanie zawsze ułatwiali znalezienie pracy, zamiast utrudniać jej utratę.

W Europie Zachodniej jest odwrotnie: podczas gdy za oceanem tylko 5 proc. bezrobotnych pozostaje bez pracy ponad rok, we Francji, Niemczech czy Skandynawii takie osoby stanowią przeciętnie 44 proc. bezrobotnych. W latach 90., gdy światowy biznes ogarnął pęd do restrukturyzacji, gospodarki z prze regulowanym rynkiem pracy znalazły się w tarapatach.. Przykładem krachu systemowego najlepiej widać w Japonii, gdzie pracownicy byli niemal nieusuwalni, a ich posady -dziedziczne. Gdy je stracili, walił im się świat[3].

W Polsce osoby samo-zatrudnione to najbardziej wydajni pracownicy; pracują przeciętnie 55,8 godziny tygodniowo, aż o 15 godzin więcej niż zatrudnieni w firmach na etatach! Ponieważ każda przepracowana godzina oznacza zwiększenie stanu konta. Tę najbardziej wydajną część społeczeństwa zamierza ukarać rząd Marka Belki. Przedsiębiorcom zarabiającym mniej niż 4 tys. zł miesięcznie chce podnieść składkę ubezpieczeniową o 300 proc. i tym samym zredukować ich dochody o jedną czwartą. Samo-zatrudnieni zwykle płacą składki w minimalnej wymaganej wysokości, bo wiedzą, że za oddane państwu pieniądze nic nie dostają.

Porównanie kosztów zatrudnienia oraz wynagrodzenia netto w wypadku różnych form świadczenia pracy lub usług:

– Przyjęliśmy, że pracownik zarabia na etacie 5000 zł brutto, a pracodawca ponosi w tej sytuacji miesięczny koszt jego zatrudnienia w wysokości 5992 zł. Tyle też chce przeznaczyć na opłacenie pracownika przy innych formach świadczenia pracy lub usług.

– Wynagrodzenie miesięczne netto:

  • umowa o pracę 3239 zł
  • działalność gospodarcza 4531 zł
  • umowa-zlecenie 3452 zł
  • umowa o dzieło 5466 zł (z przeniesieniem praw autorskich)

Założenia:

  1. Osoba prowadząca działalność gospodarczą opłaca minimalną składkę na ZUS i ubezpieczenie zdrowotne (dane z września, października i listopada 2004 r.).
  2. Koszty uzyskania przychodu z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej wynoszą 10 proc. przychodu.
  3. Umowa-zlecenie stanowi jedyny tytuł do płacenia składki na ZUS i ubezpieczenie zdrowotne.
  4. W ramach umowy o dzieło rozporządza się autorskimi prawami majątkowymi (koszty uzyskania przychodu w wysokości 50 proc. przychodu)[4]

—-

[1] 2004 r.

[2] prof. Andrzej Koźmiński, rektor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania w Warszawie.

[3] Prof.  Krzysztof Pawłowski, rektor Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu.

[4] Źródło: Ernst & Young

Programy rynku pracy

Wojewódzki Urząd Pracy w Olsztynie zaangażowany był w realizację Programu Phare, Programu Aktywizacji Obszarów Wiejskich oraz programu „Pierwsza Praca”:

– Phare 2000 SSG – RZL Cztery kontrakty na łączną kwotę – 3 589 tys. euro, 4 794 beneficjentów. Program kończy się w lutym tego roku. Został zrealizowany z powodzeniem we wszystkich komponentach, osiągając i przekraczając zakładane wskaźniki ilościowe oraz wskaźniki efektywności.

– W roku bieżącym rozpoczęto realizację Projektu Phare 2001 SSG-RZL Promocja Zatrudnienia i Rozwój Zasobów Ludzkich realizowanego przez międzynarodowe konsorcjum w skład, którego wchodzą cztery firmy polskie i jedna niemiecka. Program zawiera cztery podprojekty dotyczące promocji zatrudnienia – 810 osób, promocji przedsiębiorczości – 240 osób, szkolenia pracowników MŚP – 560 osób, wsparcie lokalnych partnerstw na rzecz zatrudnienia – osób. Kwota kontraktu 2 902 tys. EURO;

– Aktualnie trwają prace nad przygotowaniem dokumentacji przetargowej programu Phare 2002 SSG RZL. Przybliżony termin prekwalifikacji – maj, ocena ofert sierpień 2004, podpisanie kontraktu – listopad 2004. Budżet projektu obliczony jest na kwotę 1 214 tys. EURO, beneficjenci – 1 160 osób;

– Program Aktywizacji Obszarów Wiejskich – PAOW. W roku 2003 odbywała się realizacja 144 umów, a zakontraktowana kwota wyniosła 8 987 tys. zł. Łączna liczba beneficjentów indywidualnych – 2 578. W ramach programu realizowano usługi związane ze szkoleniem zawodowym, okresowym zatrudnieniem oraz centra wspierania przedsiębiorczości. Odnotowano zwiększenie efektywności szkoleń zawodowych z 17,0% w roku do 2002 do 44,5% w roku 2003 oraz efektywność okresowego zatrudnienia z 22,0% do 34,6%. Dodatkowo zrealizowano w ramach planowania rozwoju lokalnego diagnozy i strategie sektorowe dla wszystkich powiatów w województwie (oprócz Olsztyna i Elbląga).

– W roku bieżącym województwo dysponować będzie w ramach PAOW kwotą 3 880 tys. zł. Realizowane będą te same usługi jak w roku ubiegłym oraz etap D planowania rozwoju lokalnego. Termin zakończenia programu PAOW Podkomponent B 1 – koniec listopada 2004 roku.

– W ramach programu Aktywizacja Bezrobotnych Absolwentów „Pierwsza Praca” zaktywizowano w roku 2003 11 005 osób, to jest dwukrotnie więcej osób niż zakładano. Na aktywizację wydatkowano z Funduszu Pracy kwotę 32 040,7 tys. zł, w tym 21 853,7 tys. zł (68,2%) na staże zawodowe, 4 280,1 tys. zł (13,3%) na umowy absolwenckie oraz na szkolenia 1 278,2 tys. zł. Pozostałą część w kwocie 4 619,7 wydatkowano na pożyczki dla pracodawców oraz na rozpoczęcie działalności gospodarczej, prace interwencyjne, roboty publiczne, prace społecznie użyteczne, programy specjalne i inne działania.